• Wpisów: 37
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 302 dni temu, 13:50
  • Licznik odwiedzin: 3 010 / 545 dni
 
rebeliaevi
 
Witajcie po dość długiej przerwie. Była ona spowodowana paroma naglącymi sprawami w moim życiu. Mimo to już jestem, wracam z takim przemyśleniowym wpisem. Te bardziej edukacyjne pojawią się za kilka dni.

!UWAGA! Wpis ten jest wyrażeniem mojej opinii i nie ma na celu nikogo urazić. Może okazać się kontrowersyjny, więc jeśli przeszkadza Ci ten fakt, możesz w każdej chwili nacisnąć biały krzyżyk na czerwonym tle, który znajduje się w prawym, górnym rogu. Czytasz dalej na własną odpowiedzialność.

Z racji mojej wiary, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że nie uznaję czegoś takiego jak "spowiedź". Nigdy nie rozumiałam jej fenomenu , mimo że wychowywałam się w bardzo katolickiej rodzinie. Przecież skoro Bóg jest wszechmogący, to czemu potrzebuje pośredników do kontaktu z człowiekiem? Czyż nie powinien słyszeć mnie, gdy przepraszam za moje "grzechy" z jakiegokolwiek miejsca na ziemi? Pierwszy raz spotkałam się z tym przed pierwszą komunią. Mama kazała mi zrobić "rachunek sumienia" i iść do kościoła się wyspowiadać ze swoich "grzechów". Jednak co może być "grzechem" 9- latki? To, że zjadła kilka kostek czekolady za dużo? Jedynka w szkole? Czy może jednak to, że nie zjadła obiadu u babci? Ja sama nie wiedziałam co może być "złe". Była jedna rzecz, która zostałaby przez kościół odebrana "przewinienie", jednak ja nie czułam się z tym źle. Mowa tu o masturbacji (czego uważanie za coś złego jest śmiechem na sali, ale ten temat rozwinę przy okazji wpisu o seksualności i jej wpływu na sferę ezoteryczną). Nie czułam żalu za to, wstydu, czy jakiejkolwiek złej emocji (wpływu na moje dalsze życie też nie miała). Dlatego stwierdziłam, że włączanie jej to tego całego rachunku, byłoby głupotą. W dalszej mojej przygodzie ze spowiedzią już nawet nie zastanawiałam się nad tym co powinnam powiedzieć, tylko szłam do konfesjonału i mówiłam cokolwiek, byleby dostać podpis i uniknąć kolejnej afery w domu. Spowiedź sama w sobie jest takim aktem upokorzenia. Tak się czułam za każdym razem, gdy musiałam do niej przystąpić. Już pomijam fakt dorosłych, którzy chcą do niej przystępować, jednak najbardziej boli mnie zmuszanie nic nieświadome dzieci. Takie dziecko nie rozumie, o co w tym chodzi. Najbardziej bawi mnie jednak rozumienie grzechu samego w sobie. Nie raz słyszałam "idź się wyspowiadaj", "to co robisz, to grzech ciężki", "trafisz do piekła za używanie Tarota i magii". No pewnie. Trafię na wieczne męki za magię i Tarota. Co z tego jakim jestem człowiekiem i co robię w swoim życiu dobrego. Ważne, że jestem czarownicą (oczywiście nieważne w jaki sposób działam) i dla tego spłonę....

Nie możesz dodać komentarza.